Mecenat
Szanowni Państwo.
Kiedy w 1964 roku powstawała instytucja dzisiaj znana Wam jako Filharmonia Dolnośląska, miała ona swoje źródło w indywidualnej pasji. Nie zrodziła się odgórnie na mocy dekretu władzy, ale oddolnie na żarliwej mocy konkretnych ludzi, którzy chcieli stworzyć orkiestrę symfoniczną. Nauczyciele Szkoły Muzycznej w Jeleniej Górze skupieni wokół Stefana Strahla, który nomen omen rzeczywiście promieniował charyzmą i zarażał niepohamowanym optymizmem, powołali do życia Społeczną Orkiestrę Symfoniczną w Jeleniej Górze, bo tak się ona wówczas nazywała: Społeczna. I przez wiele lat jako „społeczna” trwała, społecznikowskimi, nie innymi, siłami wspierana.
Dokładnie w taki właśnie sposób powstawały na początku XIX wieku pierwsze filharmonie ― jako mieszczańskie towarzystwa miłośników harmonii (muzyki), które emancypowały się od orkiestr istniejących przy dworach i chciały szeroko upowszechniać muzykę. Takie mieszczańskie, społeczne towarzystwa koncertowe dały początek filharmoniom w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. I ta nasza jeleniogórska Społeczna Orkiestra Symfoniczna po 12 latach niełatwego istnienia, w roku 1976, stała się w pełni instytucją pod nazwą Filharmonia Dolnośląska, a pierwszym jej dyrektorem został ― bo któżby inny ― Stefan Strahl. Po wielu latach nastąpiła po nim Zuzanna Dziedzic, a nad rozwojem artystycznym czuwali kolejno Tadeusz Wicherek, po nim Robert Satanowski, po nim Andrzej Chorosiński ― czyta się to już prawie jak biblijną genealogię — a po nim Jerzy Swoboda. Tradycja się nawarstwia, wiatr historii już tę instytucję zaczyna owiewać i dzisiaj tak już ona wrosła w Jelenią Górę, że nie można sobie wyobrazić bez niej życia kulturalnego naszego miasta.
Podkreśliłem wątek społeczny decydujący o powstaniu Filharmonii Dolnośląskiej nieprzypadkowo. Nie ma bowiem lepszej metafory wszelkich społecznych działań niż filharmonia. Jest to metafora wcielona, bardzo konkretnie realizująca symfoniczne zadania muzyki. Realizująca niesłychanie skomplikowane partytury jednego dzieła, którego jakość zależy od maestrii stu wykonawców. Którego piękno dopiero wtedy się ukazuje, gdy wszyscy bez wyjątku w tym dziele jak jedno ciało będą bezbłędnie funkcjonować. To jest właśnie harmonia: harmonia jako kompozytorski pomysł współbrzmienia i zarazem harmonia jako tego pomysłu skomplikowana i wielka, gdy mistrzowsko spełniana, realizacja. To przecież nie jest przypadek, że filharmonie powstały w społeczeństwie obywatelskim. To przecież nie przypadek, że najlepsze orkiestry symfoniczne działają przede wszystkim ― z wyjątkami potwierdzającymi regułę ― w dojrzałych społecznościach.
Życzę Filharmonii Dolnośląskiej z okazji tego jubileuszu, by nie tylko pięknie i harmonijnie brzmiała, ale by także ku harmonii czynnie wychowywała! By będąc konkretną instytucją, była także sprawczą metaforą, która zmienia rzeczywistość.
Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego
Jerzy Łużniak
